Aktualny czas: 01.05.2017, 02:32 Witaj! (LogowanieRejestracja)

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Samotnie na Bałkanach
vivv Offline
Wtajemniczony
***
Użytkownicy

Liczba postów: 178
Liczba wątków: 10
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 0
#1
Samotnie na Bałkanach
Jako, że w 2015 roku samotnie udałem się na wyprawę na swoim szerszeniu, w końcu udało mi się stworzyć krótkie podsumowanie tej samotnej podróży na motocyklu. Zaiste, nie jest to filmidło bliskie ideału, bo pewnie można byłoby lepiej to zmontować, ale może kogoś skusi do wyprawy, kto jeszcze w tamtych klimatach nie był ;-)
Filmik, to taki szybki skrót - 8 dni i 4500 km w 8 minut hehehe, taka pigułka na zachętę dla tych, co jeszcze tam nie byli.
https://www.youtube.com/watch?v=3RYyEVFw...e=youtu.be
13.01.2016, 16:53
Szukaj Odpowiedz
vivv Offline
Wtajemniczony
***
Użytkownicy

Liczba postów: 178
Liczba wątków: 10
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 0
#2
RE: Samotnie na Bałkanach
Taką relację udało mi się stworzyć - może się komuś przyda przy planowaniu wypadu w tamte rejony.

Jako że zarys planu objechania dookoła w 2015 roku całego Półwyspu Iberyjskiego nie wypalił z wiadomych względów, spontanicznie zrobiłem sobie w lipcu 2015 krótki trip w bałkańskie klimaty. Szybka decyzja, szybkie pakowanie i .... sru w drogę. Plan był taki, aby odwiedzić serbskich kolegów motocyklistów z MotorHead Negotin /to oni pomagali nam reanimować XX-a po awarii, jaką mieliśmy w 2013 roku/. Odległość był dość spora, bo niespełna 1200 km, więc plan był taki, wyjazd z rańca i przelot do Belgradu, gdzie miałem zamiar przenocować z popołudniowo-wieczornym szwendaniem się po tym pięknym mieście.

Wyjazd 6.00 i o dziwo, już w Bratysławie byłem przed 9.00, co mnie niezmiernie zaskoczyło. Dalej było ciężko, bo jazda przez Madziary i Serbię w upale 38 C dała mi nieźle w kość. Granice madzirsko - serbską udało mi się przejechać dość sprawnie i ok 16 byłem już na przedmieściach Belgradu. Widząc, że słońce jeszcze nie zbliża się ku zachodowi a przede mną jeszcze tylko 300 km, postanowiłem jechać dalej, i jeszcze w tym samym dniu zawitać do Ivana w Negotinie. https://goo.gl/maps/z9CCLdnCz5F2
Okazało się, że zrobienie przeze mnie widokowej trasy przez park narodowy /najkrótszej drogi/ dodało kolejnych 6 h drogi i tak oto o 22 dopiero dane mi było pojawić się w Negotin. Strzeliło dokładnie 1182 km, co było moim rekordem jednodniowego przejazdu na raz. Do poniedziałku byłem gościem serbskich kamratów, gdzie poznałem kolejnych fajnych ludków, zaliczyłem zarąbistą imprezę, którą zorganizowali z uwagi na mój przyjazd i tak czas zleciał.

W poniedziałek po dość mocno zakrapianej niedzieli, około południa po pożegnaniu się z kamratami, obrałem kierunek ku Montenegro, planując oczywiście pominięcie autostrad i przeloty wyłącznie po widokowych trasach. Niestety, drogi już nie były tak dobre, szczególnie te wyżej w górach, ale nie tragiczne, aby doprowadziły mnie i XX-a do czkawki ;-) Z uwagi na późną porę wyjazdu z Negotinu, nie było możliwości dotarcia do Budvy, zresztą po drodze były ciekawe miejsca do zatrzymania się, choć na chwilę. Polecam w Serbii kawę i cievabcici Usmiech Około 20.00 zajechałem do Montenegro i zadekowałem się w hotelu w miejscowości Rozaje https://goo.gl/maps/LrreNMd2arz Miejscowość ładniutka, dość szybko udało mi się nawiązać pomocny kontakt z miejscowym watażką, który dość dokładnie wskazał i pokierował mnie na miejsce noclegu, gdzie zaliczyłem wesele ciapatych, a za nocleg ze śniadaniem w pokoju z klimatyzacja zapłaciłem 15 ojro.

Wtorkowy poranek jak zwykle upalny. Pobudka o 7.00, pakowanko, śniadanko i sru dalej, w kierunku Albanii, gdyż czar piękna Montenegro pozostawiłem sobie na drogę powrotną. Jednakże nie omieszkałem skusić się pojechania szlakiem przełęczy przez Treśnievik kierując się ku Podgoricy, a następnie w kierunku na trasę SH20 w Albanii, znaną z wielu opowieści kolegów z Polski. Widokowo droga przez Montenegro bajeczna – było wszystko, serpentyny, góry, piękne widoki, doliny, kaniony i co rusz zatrzymywanie się, aby aparatu fotograficznego czas otwarcia był. Przelotowo trasa była krótka, jednakże z uwagi na dość liczne serpentyny, postoje i widoki, długa czasowo. Nocleg w Velipoja w Albanii standardowy, pokój z łazienką, kuchnią i balkonem – cena 12 ojro. Ogarnąłem się z rozpakowaniem i ok 20.00 zrobiłem sobie 2 browarki na plaży z kąpiu, kąpiu w Mare di Adriatico. Następnie po dość sytej kolacji, sru do spania. Dzień przelotu wyglądał tak https://goo.gl/maps/fEkC1XoU44B2

W nocy nie mogłem spać, upał i wilgotność niemiłosierna, a klima buczała ja porąbana. Ok 4 rano już byłem na girasach i siedząc na balkonie z kubkiem kawy w dłoni, lukałem na mapę, coby obczaić jak z zaplanować środę, aby pokręcić się po albańskiej części jeszcze jeden dzień. I tak oto zapadła decyzja, że jeszcze nie wracam w drogę powrotną, lecz pokręcę się po tym jakże dziwnym, niezmiernie tanim i pięknym kraju. I tak oto cały dzień spędziłem na poszukiwaniu albańskich ścieżek, pięknych gór i ogromnej ilości szutrów. Napiszę w tym miejscu jedno – następny wypad będzie do Albanii, ale z KTM, bo ilości szutrów, dzikich ścieżek, górskich przełęczy niedostępnych dla szosowego motocykla, jest ogromna. Ludzie mili i gościnni, kawa dobra, jedzenie również i przede wszystkim: tanio, tanio i jeszcze raz tanio. Po całodniowym kręceniu się objechałem Kukes, Tirane kończąc na noclegu koło Durres. https://goo.gl/maps/Dq9df8bFa9M2

Poranek czwartkowego dnia już od samego rana zapowiadał się upalnie. Ok 8 po śniadanku obrałem kierunek powrotny, mając w łepetynie niedosyt, że z uwagi na czas mojego tripu, niedane mi było dojechać na samo południe Albanii w okolicę Sarandy i zobaczyć piękno dzikich lagun i plaż, tak jak to w znanej piosence Ireny Santor „już nie ma dzikich plaż” bo na pewno bursztynów tam nie ma i zapewne nigdy nie było :mrgreen: Kierunek był prosty – walę prosto do Montenegro aby przejechać koło Jeziora Szkodorskiego, wjechać do Budvy, zobaczyć Park Narodowy Lovcen i zjechać do Boki Kotorskiej. I tak oto cały dzień przeleciał mi bajkowo pośród górskich serpentyn, z odwiedzinami Starego Baru, Budvy i wejściu do mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza znajdującym się na szczycie Jezerskim w paśmie gór Lovćenu. Widoki przepiękne, z zachodu Mare di Adriatico a w pozostałych kierunkach góry i doliny Czarnogórskiej głębi. Tak się tam zauroczyłem, że aż szkoda było mi schodzić i jechać dalej. Jednakże siła kuszenia, coby zaliczyć słynne serpentyny zjazdu z Lovćien do Kotoru kusiła mnie niezmiernie, zatem czas nastał do posadzenia tyłka na XX-a i … No właśnie to i…, to zjazd do Kotoru. Zjazd z 1657 m n.p.m do 0 m n.p.m dał mi niezłą adrenalinę – jest to odcinek bardzo wąskiego zjazdu, z licznymi serpentynami, a widok na Boke Kotorską dodatkowo dodaje uroku :shock: Polecam wszystkim zapaleńcom wybierającym się do Czarnogóry – miejsce zarówno Parku jak i zjazdu do Kotoru obowiązkowe. Następnie objechałem sobie część zatoki kotorskiej i zadekowałem się na nocleg w centrum Perast, gdzie korzystając z ciepłego błękitnego morskiego oka, zakosztowałem się kąpielą i spożywaniem kolacji tuż przy brzegu. https://goo.gl/maps/cki1PjZbUik

Piątkowy dzień to kierunek, ku północnej części Montenegro, aby dojechać do słynnego mostu Đurđevića na rzece Tarze, a następnie przelot przez Park Narodowy Durmitor i kanionem rzeki Piva wjazd do Bośni i Hercegowiny w kierunku do Sarajeva. Oczywiście po drodze, obowiązkowym było wjechanie do Monastyru Ostrog, aby zobaczyć to arcydzieło w skale na wysokości ok 800 m /Wjazd pod sam monastyr to równie strome podejście i zjazd, dający niezłe mrowienie przed strachem gleby na każdej pętli. Cała droga wiodła przez super utrzymane drogi, dość liczne zakręty z pięknymi widokami. W miejscu Mostu Đurđevića zakosztowałem zjazdu na linie nad kanionem rzeki Tary /swoją drogą dość droga przyjemność, bo 35 ojro, ale naprawdę było warto, adrenalina daje kopa na dalszą drogę, a i widok rewelacyjny/. Po tym uniesieniu kierunek do moim zdaniem, najciekawszego i najbardziej porywającego miejsca w Czarnogórze – Park Narodowy Durmitor. Nie będę opisywał, co mnie tam spotkało, piękno tego miejsca i całej trasy na poziomie ok 2000 m n.p.m można zobaczyć w necie. Po prostu – tam trzeba być ! Zresztą tak samo, jak przejazd kanionem rzeki Pivy. Obojętne, w którym kierunku by się nie jechało, to zapiera dech w piersiach. Jest to kolejne miejsce do obowiązkowego zaliczenia w Bałkańskim tripie, dla tych, co jeszcze tam nie byli. Po zaliczeniu tych wszystkich miejsc skierowałem się ku granicy z Federacją Bośni i Hercegowiny, mając w zamiarze spędzenie wieczoru w Sarajevie, które z relacji wszelakich źródeł, osób tam już będących, jest najpiękniejszym miastem Bałkanów. Będąc już w Bośni i Hercegowinie, na jednym z postojów poznałem dwóch motocyklistów z Czech, którzy zaproponowali mi spędzenie wspólnego wieczoru w sprawdzonej przez nich miejscówce, tj. w okolicy Śipova. I tak oto plan spędzenia wieczoru w Sarajevie został zmieniony i wspólne już na 3 motocykle pojechaliśmy dalej. Na miejsce dojechaliśmy ok 23.30, gdzie Mila /właścicielka kwatery/ uraczyła nas rakiją w swojej altanie, a następnie jej szwagier otworzył nam sklep, gdzie mogliśmy się zaopatrzyć w bośniackie piwo i spożywkę na następny dzień. Wspólnie siedzieliśmy do ok 3 nad ranem, rozmawiając i pokazując sobie trasy oraz zdjęcia, jakie przejechaliśmy. Zmęczenie całodzienną jazdą oraz dość mocna rakija dało szybko znać o sobie, więc senność mnie dopadła, a myśl dalszej jazdy podpowiadała, że na mnie już czas do spania. Całość przelotu dnia piątkowego https://goo.gl/maps/86E68EpGQwB2

Sobota, godz. 9.00 – pobudka i chęć do dalszej jazdy. Niestety …. Leje jak z cebra. Niebo spowite gęstymi chmurami wiszącymi nad okolicznymi górami. Już sama myśl, że mam się pakować, a potem jechać w tej ulewie, do tego jeszcze trwający kręciołek w łepetynie po mocnej rakiji, stanowczo mówiło mi nie, nie, nie. Nie jadę, czekam na otrzeźwienie i na zanik padającej wody z nieba. Około godz. 12 coś się przejaśniło, a ja będąc po przepysznym śniadaniu, które przygotowała Milka, miałem już ochotę na dalszą jazdę obierając kierunek ku Madziarom a dokładnie Balatonu. Jeszcze w nocy rozmawialiśmy z Czechami, że pojedziemy wspólnie nad Balaton i tam przenocuję. Zatem wspólnie ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze poznałem Chorwatów jadących na Caponordzie z Sarajeva do domu. Zabrali nas na wspólny obiad w Bania Luce i poopowiadali o Sarajevie. I dobrze się stało, że tam nie nocowałem, ponieważ teraz już wiem, że Sarajevo zostanie na deser, ale nie na jedną noc, lecz przynajmniej na 3-4 nocki. I tym samym zostało ono już zaplanowane na weekend majowy roku pańskiego 2016-go ;-) . Po zjedzeniu ogromnej bośniackiej pljeskavica punjena velka obraliśmy kierunek ku Balatonelle, gdzie dojechaliśmy około godz. 23. Poszukiwanie noclegu zajęło mi 1 h i z uwagi na brak wolnych miejsc na prywatnych kwaterach noc spędziłem w hotelu za możliwą do przyjęcia cenę 90 zł. https://goo.gl/maps/GC9qk3RXWRp

Niedzielny dzień to kierunek ku Polsce, a dokładnie ku Krościenku nad Dunajcem, gdzie żonka z córką zadekowała się na czas mojej nieobecności z utęsknieniem czekając na samotnego wilka vivvaldiego. Przejazd bez żadnych ceregieli i zwiedzania po drodze. Oczywiście nie omieszkałem zaliczyć po drodze uroków i serpentyn Parku Narodowego Slovenskij Raj. Droga powrotna na tym odcinku była spokojna, bo wiadomym, wiadome jest, że im bliżej domu, tym szybciej człowiek powrócić chce, co wiąże się z brakiem koncentracji i … I cało dojechałem na miejsce w okolicy popołudnia. https://goo.gl/maps/gkpqFqhR1Xu Trochę zmęczony, ale za to z bananem na twarzy, wieloma wspomnieniami i obrazem bałkańskiego piękna.

To piękno, te wspomnienia, w końcu zmusiły mnie do zmontowania kilkuminutowego flmidła, aby jakiś ślad z nagranych materiałów pozostał. Nie ma w nim wszystkiego, co jest rzeczą oczywistą, no bo jak, w tak krótkim czasie zmontować i zmieścić z 30GB w 1 GB ;-) Z pewnością materiał ten nie jest arcydziełem, ale przedstawia 8 dni w 8 minut i przejechane prawie 4 500 km. Ot, takie posumowanie Bałkanów z motocyklowym klimatem

Link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=3RYyEVFw...e=youtu.be

I do następnych wojaży ragazzi, oby każdy następny był inny, lepszy i przede wszystkim bezpieczny dla nas jak i dla innych.

Pozdrawiam
vivv
24.01.2016, 15:27
Szukaj Odpowiedz
marco Offline
ADMIN
******
Super moderatorzy

Liczba postów: 4,561
Liczba wątków: 695
Dołączył: Aug 2012
Reputacja: 14
#3
RE: Samotnie na Bałkanach
świetne

.


______________
Jazda bez granic
24.01.2016, 18:32
Strona WWW Szukaj Odpowiedz
Czester Offline
Moderator
*****
Moderatorzy

Liczba postów: 937
Liczba wątków: 84
Dołączył: Mar 2013
Reputacja: 3
#4
RE: Samotnie na Bałkanach
Fajnie jest na Bałkanach,w tym roku znowu tam wracam
24.01.2016, 21:38
Szukaj Odpowiedz
vivv Offline
Wtajemniczony
***
Użytkownicy

Liczba postów: 178
Liczba wątków: 10
Dołączył: Feb 2014
Reputacja: 0
#5
RE: Samotnie na Bałkanach
No ba, ja wraz z rodzinką już w majowy weekend - kierunek Sarajevo i tylko bośniackie klimaty ;-)
25.01.2016, 00:00
Szukaj Odpowiedz
wojteges Offline
Wojteges
*****
Moderatorzy

Liczba postów: 930
Liczba wątków: 78
Dołączył: Dec 2012
Reputacja: 0
#6
RE: Samotnie na Bałkanach
viv oby jak najwięcej takich wypadów oczywiście bez deszczu Usmiech

Nawet papier toaletowy wie o tym,że chcąc być użytecznym trzeba się rozwijać.
25.01.2016, 08:56
Szukaj Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości