Cześć wszystkim. muszę się trochę wyżalić bo już mnie czyści jak widzę te tanie markowe ogniwa... Ostatnio wyciągam z szuflady moją ulubioną latarkę czołową, którą trzymam awaryjnie w razie braku prądu, a w środku absolutny kataklizm. Wszystko zalane białą mazią, sprężynka zżarta przez rdzę i sprzęt za stówkę nadaje się właściwie do kosza. Kupowałem niby normalne
baterie paluszki z markowym logo, no i masz babo placek. Zastanawiam się teraz jak podchodzicie do zasilania urządzeń, które leżą nieużywane przez dłuższy czas. Do czujnika dymu, zegara ściennego albo stacji pogodowej kupujecie jakieś specjalne wersje chroniące przed wyciekiem? A może lepiej przejść na jakieś akumulatorki o niskim samorozładowaniu, chociaż nie wiem czy one trzymają napięcie tak długo w gotowości? Naprawdę szkoda mi kolejnego sprzętu, więc dajcie znać jak to u Was wygląda w praktyce.